w ,

Porno i ciasno, czyli filmy XXX

Seks, seks, SEKS! Porno, porno, PORNO! Wszyscy kochamy te słowa, epatujemy nimi na lewo i prawo, oglądamy filmy (no, bo kto nie ogląda porno!?), obsceniczne teledyski i reklamy, czytamy opowiadania, ba! nawet piszemy, a boimy się o tym rozmawiać.

Pruderia, w świecie w którym seks stał się towarem i sposobem na zarabianie pieniędzy, wyda daje się być czymś sztucznym i nie na miejscu. Przynajmniej w przypadku sporej części społeczeństwa…

Kto ogląda i po co ?

Któż nie przeglądał świerszczyków w latach młodości? Każdy, no prawie, młody facet (a i dziewczęta nie były nam dłużne) miał w rękach gazetki, o których policzki płonęły żarem, a spodnie robiły się nieco za ciasne. Nie ma w tym nic złego, to normalka, zwykła rzecz. Tak jak to, że prawie każdy próbuje papierosów, alkoholu czy innych niebezpiecznych rzeczy (nie, nie mówię o narkotykach).

Porno ogląda znaczna część społeczeństwa. Nie tylko młodzi ludzie, ale i dorośli. Nie bez powodu zaistniały pisma erotyczne, takie jak „Playboy” czy „Hustler” (mniej wyrafinowany). To takie soft porno, bardziej wysmakowana erotyka. Były przeznaczone dla panów, a ich strony zdobią roznegliżowane, młode, hojnie obdarzone panie. I niemal nikt nie ma problemu z tym, że takie produkty są dostępne.

Co jednak, gdy na rynek wszedł nieco „mocniejszy” towar? Z typowym, twardym porno? I Internet, w którym strony tego typu notują rekordowe ilości wejść, liczone w miliardach? Rozwój globalnej sieci znacznie ułatwił dostęp do treści epatujących mocną erotyką.

Tak, oglądają to prawie wszyscy. Po co? Z ciekawości, by zobaczyć, co to. I czy naprawdę jest takie fajne. By się podniecić. To ersatz. Bo brakuje partnerki/partnera lub bodźców, które sprawią, że osiągnie się, choć na chwilę, zadowolenie. By się podniecić, bo nas to kręci i fajnie urozmaica pożycie. Bo nie da się już inaczej. I tu zaczyna się problem.

 Czy rzeczywiście pomaga?

5438447985_f5231890f6_z

Owszem. O ile tylko zrozumiemy, że to nie jest odwzorowanie rzeczywistości. Wystarczy wejść do serwisów erotycznych z ogłoszeniami, zobaczyć oferty prostytutek, by zobaczyć, że ludzie często oferują tam dokładnie to, co widzimy w filmach pornograficznych. Seks, seks i seks. Bez zobowiązań, bez krępacji i bez tego czegoś, co czyni go wspaniałym. Jest sama chuć. Tylko fizyczność. A nie o to chodzi. A wielu nie potrafi już inaczej.

Pozytywnym wpływem pornografii może być rozbudzenie apetytu na seks w związku, w którym relacja nieco się wypaliła. Odkrycie kilku ciekawych pomysłów, nowym możliwości i przerobienie ich na swoją modłę. A to nowa pozycja, a to ciekawe zabawki. Warto próbować.

Niektórych pornografia pobudza i to jest dobre, o ile nie staje się ona wyłącznym stymulantem. Rodzi wówczas więcej problemów niż korzyści.

Inni, najczęściej single, nie widzą wyjścia i to też jest dobre, w jakimś zakresie. Bo to swoisty ersatz, czasem chwilowy, innym razem na dłużej. Ale lepiej poszukać sobie partnera. Taka mała rada na dziś.

Zagrożenia, bo jednak są…

I wcale nie chodzi o brązowiejące, włochate dłonie, ani to, że można sobie nadwyrężyć przyrodzenie podczas masturbacji. To też, przynajmniej jeśli chodzi o ostatnią z wymienionych rzeczy. Umiar, umiar, umiar. Nie przesadzajmy z tym.

Przede wszystkim jednak, porno naprawdę bywa niebezpieczne. Uzależnia, a także wykrzywia, wykoślawia niejako pojęcie o stosunku płciowym. Spłaszcza go niemożebnie i sprawia, że oczekujemy tego, co widzimy na filmach, czyli jęczących panienek z wielkim biustem, twardych penisów i ostrego, niczym nieskrępowanego seksu. Nie wiedząc, że to wszystko tylko film, a w prawdziwym życiu wyglada to nieco inaczej…

Młody człowiek, który nałogowo ogląda filmy pornograficzne, a nie ma dostępu do fachowej, realnej wiedzy na temat współżycia i, w ogólnym ujęciu, stosunków międzyludzkich, może mieć w późniejszym czasie zaburzone relacje.

No, bo jak to tak sąsiadka nie chce, żeby ją zerżnąć na trzy baty? Studentki nie są wiecznie wilgotne, a matka kumpla nie ma zamiaru zrobić mi dobrze? Rzecz jasna, przesadzam. A może nie? Zdarzają się takie przypadki.

Ale najważniejsze jest to, że seks, tak naprawdę, w większości przypadków nie wygląda tak, jak w filmach z Sashą Grey czy Rocco. Kilkugodzinny maraton istnieje, ale nie w takiej formie. No i przez porno, zwykły seks partnerski szybko może okazać się nudny i monotonny, a to szybko może popsuć wzajemne relacje.

Trzeba uważać, i zachować we wszystkim zdrowy rozsądek.

Dlaczego się wstydzimy?

Bo wmówiono nam, że to wstyd oglądać takie rzeczy. Oczywiście, chodzenie po mieście i rozpowiadanie wszem i wobec tego, że rano masturbowaliście się przy niezłym pornolu będzie zwyczajnie żałosne, ale wmawianie innym, że nie oglądacie tego wcale, w 99% procentach na pewno będzie ściemą.

Owszem, są osoby, które tego nie oglądają (serio, serio!), ale to znacząca mniejszość.

A więc? Dlaczego się wstydzimy, rumienimy, wpadamy w zakłopotanie? Bo nauczono nas, ze to obrzydliwe, karygodne i szkodliwe. A guzik. Porno z udziałem zwierząt, sceny gwałtów zbiorowych, koprofilia – to szajs i rak dla mózgu, syf dla porno-zombie i zboków, ale jakieś miłe, frywolne igraszki (nawet w większym gronie), ale bez przemocy i widocznego na pierwszy rzut oka bólu, to nic złego.

Każdy ma prawo się trochę podjadać. To trochę znak naszych (ale nie tylko) czasów. O historii pornografii napiszę kiedy indziej, o tym jak patrzono na nagość i seks w innych kulturach – też.

Odrzućmy pruderię i po prostu powiedzmy wprost, ze czasem zdarza nam się coś takie zobaczyć. Nawet z partnerem. Nie ma w tym nic złego, o ile udaje nam się rozgraniczać sferę prywatną od tego, co dzieje się na ekranie.

 Foto: Flickr (lic. CC)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Obama to najbardziej antybrytyjski prezydent w historii USA? Tak twierdzi lider UKIP!

Bono w Kongresie USA. Muzyk krytykuje Polskę i przestrzega przed Brexitem